środa, 23 listopada 2011
Prolog
Rok temu nie pomyślałałabym, że moje życie w jednej chwili obróci się o całe 360 stopni. A mój idealny, wręcz arkadyjski świat który stworzyłam runie niczym domek z kart. Miałam wszystko, pracę która przysparzała mi wiele radości, piękne mieszkanie, które starannie urządziłam. Wszystko przychodziło mi łatwo. Bez problemów nawiązywałam kontakty z nowymi ludźmi, mężczyźni lgnęli do mnie, jak rzepy do psiego ogona. Nie miałam na co narzekać. Natura obdarzyła mnie idealną wręcz posągową urodą. Komplementów na swój temat usłyszałam bez liku. Żyłam z dnia na dzień, nie przejmując się przyszłością. Właściwie całkowicie oddałam się pracy w kancelarii adwokackiej mojego znajomego z czasów studiów, Johna. Miałam w nim nie tylko szefa, ale również bliskiego przyjaciela. Odnosiłam co chwilę sukcesy, coraz to więcej spraw wygrywając na korzyść moich klientów. Mogłam pozwolić sobie na dostatnie i ekskluzywne życie. Ciągle tylko praca... Kochałam ogłaszać mowy w sądzie, a większej radości nie sprawiało mi nic, jak korzystny wyrok jaki uzyskałam dla klienta. Z rodzicami nie utrzymywałam bliskich kontaktów. Miałam do nich żal o to, że nigdy przez całe dzieciństwo nie dali mi poczuć, co to poczucie bezpieczeństwa i własny, stały kąt. Ciągłe przeprowadzki odbiły się cieniami na mojej psychice. Kiedy miałam 20 lat uciekłam z domu, o ile mogłam nazwać domem mieszkanie, w którym przebywaliśmy zaledwie pół roku. Rzuciłam się wir pracy i nauki na studiach. Mając 30 lat osiągnęłam wszystko, o czym zawsze marzyłam. Nie przypuszczałabym, że podążają za mną coraz bardziej wydłużające się cienie. Cienie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Cienie, które miały wszystko zburzyć. Cienie przeszłośći...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz